Klient by GRISHAM JOHN

Klient by GRISHAM JOHN

Author:GRISHAM JOHN [GRISHAM JOHN]
Language: pol
Format: epub
Tags: General Interest
Published: 2010-11-11T17:08:01.395000+00:00


205

–Może to był sąsiad?–Oczywiście, o wpół do trzeciej nad ranęm!

–Może ktoś tamtędy tylko przechodził?

–Trzy razy w ciągu piętnastu minut?

Popatrzyła na niego znowu i zaraz nacisnęła hamulec, żeby nie

zderzyć się z samochodem z naprzeciwka.

–Ale ufasz mi? – spytała.

Spojrzał na nią, jakby zaskoczony tym pytaniem.

–Oczywiście, że ci ufam, Reggie.

Uśmiechnęła się i poklepała go po ramieniu.

–Więc trzymaj się mnie.

Jedną z zalet architektonicznego horroru takiego jak szpital St.

Peter's było istnienie wielu drzwi i wejść, o których mało kto wiedział.

Dostawione tu i ówdzie dobudówki i skrzydła stworzyły wiele zakątków

i korytarzy, których rzadko używano, i czasem tylko odkrywali je

zagubieni strażnicy.

Kiedy przybyli na miejsce, Clint od pół godziny myszkował po

szpitalu bez większego sukcesu. Trzy razy udało mu się zgubić.

Przepraszał, cały spocony, gdy spotkali się na parkingu.

–Chodźcie za mną – rzekł Mark. Przebiegli na drugą stronę

ulicy i weszli do środka drzwiami ewakuacyjnymi. Przeciskając

się przez poranny tłum, dotarli do nie używanej staroświeckiej

windy jadącej w dół.

–Mam nadzieję, że wiesz, dokąd nas prowadzisz – odezwała się

Reggie pełnym wątpliwości tonem, niemal biegnąc, żeby dotrzymać

mu kroku. Clint dyszał ciężko.

–Po prostu chodźcie za mną – powtórzył chłopiec i otworzył

drzwi prowadzące do kuchni.

–Jesteśmy w kuchni, Mark – zaprotestowała Reggie, rozglądając

się wkoło.

–Spokojnie. Zachowujcie się, jakbyście znali to miejsce.

Wcisnął guzik dźwigu towarowego i drzwi otworzyły się natych-

miast. Wdusił kolejny guzik na wewnętrznej tablicy i ruszyli w górę.

–W głównej części jest osiemnaście pięter, ale ten dźwig za-

trzymuje się na dziesiątym. Na dziewiątym nie staje. Zastanówcie się

nad tym – wyjaśniał Mark tonem znudzonego przewodnika wycieczki.

–Co ma się wydarzyć na dziesiątym? – spytał Clint, łapiąc

oddech.

–Poczekaj, a zobaczysz.

Drzwi otworzyły się na dziesiątym i znaleźli się w olbrzymiej szafie

z rzędami półek pełnych ręczników i prześcieradeł. Mark ruszył

pierwszy, błyskawicznie prześlizgując się między półkami. Otworzył

ciężkie metalowe drzwi i nagle wyszli na korytarz z pokojami dla

pacjentów po obu stronach. Wskazał na lewo, szedł dalej, aż zatrzymał

się przed drzwiami wyjścia ewakuacyjnego, oblepionymi czerwonymi

i żółtymi znakami alarmowymi. Chwycił za klamkę; Reggie i Clint

zamarli.

Pchnął drzwi i nic się nie stało.

–Alarmy nie działają – oznajmił nonszalancko i ruszył schodami

w dół. Otworzył następne drzwi i nagle znaleźli się w cichym, pustym

korytarzu z grubą wykładziną na podłodze. Znowu wskazał kierunek

i poszli dalej, mijając pokoje pacjentów, zakręt i pomieszczenie

pielęgniarek. Gdy spojrzeli w inny korytarz, zauważyli kręcących się

przy windzie dziennikarzy.

–Dzień dobry, Mark – powiedziała piękna Karen, ale bez

uśmiechu.

–Cześć, Karen – rzucił, nie zatrzymując się.

Dianne siedziała na składanym krześle w korytarzu, a przed nią

klęczał policjant. Płakała, i to najwyraźniej od dłuższego już czasu.

Dwaj strażnicy stali obok siebie pięć metrów dalej. Mark spostrzegł

łzy w oczach policjanta i podbiegł do matki. Objęła go i uścisnęła.

–Co się stało, mamo? – Rozpłakała się jeszcze bardziej.

–Mark, wasza przyczepa spłonęła dziś w nocy – wyjaśnił

policjant. – Zaledwie parę godzin temu.

Chłopiec spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym objął

matkę za szyję. Ocierała łzy, próbując się opanować.

–Całkowicie? – spytał Mark.

–Tak – odparł policjant i wstał, trzymając czapkę w obu

dłoniach. – Wszystko się spaliło.

–Co było przyczyną pożaru? – chciała wiedzieć Reggie.

–Nie wiadomo. Ekspert ze straży zbada to jeszcze dzisiaj.

Podobno nastąpiło zwarcie.

–Muszę porozmawiać z człowiekiem ze straży – oznajmiła

z naciskiem prawniczka i policjant przyjrzał się jej uważniej.

–A kim pani jest?

–Reggie Love, adwokat rodziny.

Ach, tak. Widziałem dzisiejszą gazetę.



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.